Opowiadanie o niczym cz. 2

A nothing story pt. 2


Fantazy, nie wiedzieć czemu, siedział na bujanym fotelu. Fotel bujał się sam, nie potrzebował do tego żadnej zachęty. Fantazy rozejrzał się. Przebywał w małym, ciasnym pomieszczeniu udekorowanym ciemną tapetą w wiktoriański wzór. Meble były stare, ciężkie, mocno zdobione. I w sumie to były to same komody. "Po co komu siedem komód? Ile można mieć skarpetek i kabli?", pomyślał Fantazy. Naprzeciwko niego na drugim takim samym fotelu siedziała babcia-nietoperz i cerowała firankę.

"Za moich czasów to był chleb, a teraz to gówno sprzedają." powiedziała nie odrywając wzroku od robótki ręcznej babcia. Firanka, którą cerowała, była bardzo podarta. Obserwując przez chwilę poczynania nietoperzycy Fantazy stwierdził, że bardziej niż cerowanie odbywało się tutaj rwanie na kawałki, bo skrzydła starszej pani nie były stworzone do operacji chirurgicznych.

Po chwili do pokoju wleciał tanecznym pląsem mały nietoperz-wnuczek.

"Babcia, babcia, zobacz, umiem latać do tyłu!"

"Spierdalaj," syknęła babcia-nietoperz.

Wnuczek posmutniał, opuścił skrzydła i wylewitował z powrotem do drugiego pokoju. A w każdym razie gdzieś, bo jedyny otwór drzwiowy wypełniała bezdenna czerń nie zdradzająca swojej zawartości.

"Dziwna rodzina, trochę patologiczna", pomyślał Fantazy. Stwierdził też, że zaczyna mieć nudności od siedzenia na samobujającym fotelu, więc próbował z niego zeskoczyć. Wtedy fotel zaczął się wierzgać uniemożliwiając Fantazemu zrealizowanie potrzeby stania na nieruchomym gruncie. W końcu Fantazy dał fotelowi kuksańca pięścią, fotel powiedział "au!" i zrzucił ze złością Fantazego z siebie.

Babcia-nietoperz niewzruszona dalej cerowała-rwała firankę na kawałki. Była bardzo skupiona.

Fantazy nie czuł się w tym miejscu niezbędny, chciał być gdzie indziej i jedyną opcją było bezdennie czarne wyjście. Zaryzykował.

Znalazł się w czymś, co wyglądało jak zamkowy loch. Właściwie to chyba był to po prostu zamkowy loch, chociaż na kamiennej ścianie wisiała flaga Singapuru. W kącie stało oparte o ścianę coś a la trumna z mnóstwem zardzewiałych gwoździ ewidentnie intencjonalnie skierowanych na osobę, która miałaby się w tym pojemniku znaleźć. To nie była trumna, która w pierwszej części The Sims nazywałaby się "Wieczny Spoczynek 2000".

W drugim końcu lochu znajdował się szklany stół, za którym stał czarodziej. Wiadomo było, że to czarodziej, bo miał na głowie wysoki kapelusz w gwiazdy oraz długą siwą brodę. To, co nadawało lekkiej wątpliwości jego zawodowi, to były obcisłe skórzane czerwone buty, które sięgały mu do... wysoko mu sięgały. Na stole przed czarodziejem leżały łańcuchy. Wszystkie wyglądały dokładnie tak samo. Obok nich stał biały kartonik z napisem "Oficjalna współpraca z Leroy Merlin".

Czarodziej zapytał zalotnie Fantazego: "A może młodzian zechciałby zakupić łańcuch ze stali nierdzewnej? Dokładnie pół metra za jedyne 15,99." Fantazy stwierdził, że totalnie jest chętny, bo jego własny łańcuch jest za długi. Już miał sięgnąć po jeden z egzemplarzy, gdy usłyszał świst i chlast i poczuł pieczenie na dłoni. "A co to za maniery?!" wykrzyknął czarodziej i wycofał swój pejcz, którego raczej prawie na pewno nie miał jeszcze przed chwilą. "Łańcuch wymaga, aby nawiązać z nim kontakt i sprawdzić, czy akceptuje nowego właściciela."

"Nawiązać... kontakt...?" bardzo niewyraźnym głosem zapytał Fantazy.

"No oczywiście. Zapytaj go."

Fantazy pochylił się nad łańcuchem, po który miał sięgnąć, i niepewnie zapytał: "Czy mogę cię wziąć?"

Łańcuch się poruszył raz, drugi, po czym radośnie podskoczył, zrobił salto w powietrzu i zawinął się Fantazemu wokół szyi, a potem zacisnął. Zanim Fantazy zdążył zorientować się, co się dzieje, poczuł, że traci przytomność i padł na ziemię.

Czarodziej pokiwał głową i powiedział z uznaniem: "To była entuzjastyczna zgoda."

2026-07-17

Translation by ChatGPT with a few corrections.

Fantazy, for reasons unknown, was sitting in a rocking chair. The chair rocked on its own, needing no encouragement whatsoever. Fantazy looked around. He was in a small, cramped room decorated with dark Victorian-patterned wallpaper. The furniture was old, heavy, and richly ornamented. Actually, it consisted entirely of dressers. "Who needs seven dressers? How many socks and cables can one possibly have?" Fantazy thought. Across from him, in an identical rocking chair, sat a bat grandmother, darning a curtain.

"Back in my day bread was bread, and now they sell this shit." she said without taking her eyes off her needlework. The curtain she was darning was badly torn. After watching the bat woman for a moment, Fantazy concluded that what was happening resembled tearing things to shreds more than mending them, because the old lady's wings were hardly made for surgical operations.

A moment later, a little bat grandson fluttered into the room with a dancing flourish.

"Grandma, Grandma, look! I can fly backwards!"

"Fuck off," hissed the bat grandmother.

The grandson grew sad, drooped his wings, and levitated back out into the other room. Or at least somewhere, because the only doorway was filled with a bottomless blackness that gave no hint of what lay beyond.

"Weird family. Kind of dysfunctional," thought Fantazy.

He also realized the self-rocking chair was starting to make him nauseous, so he tried to jump out of it. At that point the chair began bucking wildly, preventing Fantazy from fulfilling his desire to stand on solid, unmoving ground. Eventually he punched the chair. The chair said, "Ow!" and angrily threw him onto the floor.

The bat grandmother, completely unfazed, continued darning — or rather tearing the curtain into pieces. She was deeply focused.

Fantazy didn't feel particularly needed there. He wanted to be somewhere else, and the only option was the bottomless black doorway. He took the risk.

He found himself in what looked like a castle dungeon. Actually, it probably was just a castle dungeon, although a Singaporean flag hung on one of the stone walls. In one corner stood something leaning against the wall that looked vaguely like a casket, covered with countless rusty nails obviously intended to point inward at whoever ended up inside it. It wasn't the sort of coffin that would have been called "Eternal Rest 2000" in the first The Sims.

At the other end of the dungeon stood a glass table behind which stood a wizard. You could tell he was a wizard because he wore a tall star-covered hat and a long gray beard. The only thing casting slight doubt on his profession was the pair of tight, red leather boots that reached... quite high.

On the table before him lay several chains. They all looked exactly the same. Beside them stood a white card reading: "Official collaboration with Leroy Merlin:.

The wizard asked Fantazy flirtatiously, "Perhaps the young gentleman would like to purchase a stainless-steel chain? Exactly half a meter for only 15.99." Fantazy decided he was totally interested because his own chain was too long. He was just about to reach for one when he heard a whistle and a crack, followed by a burning pain in his hand. "What kind of manners are those?!" the wizard exclaimed, withdrawing his whip, which he almost certainly hadn't been holding just a moment earlier. "A chain requires you to establish contact with it and determine whether it accepts its new owner."

"Establish... contact...?" Fantazy asked in a very uncertain voice.

"Why, of course. Ask it."

Fantazy bent over the chain he had been about to pick up and asked hesitantly,

"May I take you?"

The chain twitched once, then again. Suddenly it leapt happily into the air, performed a somersault, wrapped itself around Fantazy's neck, and tightened. Before Fantazy could understand what was happening, he felt himself losing consciousness and collapsed to the floor.

The wizard nodded approvingly. "That was enthusiastic consent."

2026-07-17
euz